Strona 22
W orszaku było też 8 muszkietjerów. Całe więc poselstwo składało się z 125 osób i 107 koni.
21 listopada stanęli posłowie w Kawie, miasteczku wojewody Radziejowskiego, gdzie osadu jezuitów.
22 listopada przyszli do Tarczyna, miasteczka p. Władysławowicza, proboszcza warszawskiego. Przyspieszając zaś podróż swoją, gdy się dowiedzieli, że sejm rychło się skończy, mogliby 23 listopada w południc być w Warszawie, ale woleli pozostać w Mokotowie, folwarku szlacheckim, o pól mili od stolicy, bo trzeba im się było wprzódy wystarać dla siebie o gospodę i inne potrzeby w stolicy, gdzie obecnie był wielki napływ ludu. Jeszcze tegoż samego wieczoru przyszedł do nich starosta warszawski Marcin Zaręba i opowiadał im, co się dzieje na sejmie, iż niemożna się zgodzić na kontrybucyą do wojny turecko-tatarskiej, bo Wielkopolska, juko prowincya odległa, niechce dać tej samej kwoty poboru, jaka przypada na Kuś, Podole i inne ziemie będące bliższemi niebezpieczeństwa. Kadził im tez, jak się mają zachowywać na posłuchaniu i gdzieindziej co do tytułów i ceremonij (in curialibus et ceremonialibus). Tytułów nie żałujcie wwmścic, a niech wwmościom poseł elektora saskiego posłuży ku przestrodze. Elektor bowiem na liście wierzytelnym posłów swoich do panów senatorów i stanów koronnych położył napis dosyć dobry, w samem atoli piśmie mianował wspomniane stany tylko dilectos suos (mili nam), przeto posłowi zwrócono list, nie poczytując go godnym odpowiedzi, gdyż elektor w liście przemawiał do nich jakby do swoich poddanych saskich. 24 listopada posłowie szląscy wyprawili z Mokotowa, list do marszałka w. kor. upraszając go o przyzwoitą gospodę, o pomoc swoją, oraz by tegoż samego dnia przyzwoitym sposobem i zwyczajem mogli wjeżdżać do stolicy. Pisali także do biskupa krakowskiego, M. Szyszkowskiego, dziękując mu za łaskawe przyjęcie pana, którego wyprawili do Warszawy celem uzyskania gospody; oświadczyli oraz imieniem książąt i stanów czeskich, morawskich, szląskich i łużyckich, będąc ich reprezentanci, że Szląsk i inne skonfederowane z nim ziemie życzą najj, królestwu polskiemu pokoju i dobrego sąsiedztwa, gdyż tak mało ufać można wrogom Turkom i Tatarom, są-
siadom barbarzyńskim. Mamy-li wypowiedzieć — wyrażali posłowie w liście swoim — co zgodne z prawem narodów i obopólnemi paktami naszemi: to upraszamy przewielobności waszej, abyś miał sobie poleconą sprawę naszę, t. j, pospolite dobro waszego i naszego królestwa, abyś z honorem naszego narodu i z chwałą zaś waszą w stolicy łaskawie starał się o to, byśmy sio z tegotu miejsca i z tejtu wsi niedogodnej wynieść, gospodę wygodną w Warszawie zająć i poselstwo nasze odprawić mogli. — Tegoż dnia nietylko ludzie poselscy ale też niektórzy panowie polscy krzątali się koło gospody dla poselstwa, lecz żadnej nie otrzymali, bądź że nie znaleść nie mogli, bądź też dla tego, że poprzedniego dnia w senacie, gdzie marszałek w. kor. SI. Wolski czytał list posłów do siebie pisany, po dwugodzinnej naradzie jeszcze wahano się, czy w ogóle mają ich wpuścić do miasta, oraz przyjąć i uznać jako posłów. A gdyby nie biskup krakowski, któremu wojewoda kaliski, p. Wacław Leszczyński, pilnie polecił panów posłów, ujmując się za nimi, przełożył senatowi, jakąby nieprzyzwoitość, ujma i obmowa spotkać ich ztąd mogła, jeśliby posłom zabroniono przystępu, przysłuszającego im wedle prawa narodów: zapewneby senat nic był ich przypuścił ni dozwolił im sprawić się z swego poselstwa.
Posłowie niechcąc nic opuścić, coby im mogło być pożytecznem, nazajutrz rano znów wyprawili list do marszałka Wolskiego, upraszając o gospodę, a po południu pisali do biskupa krakowskiego, bo się nietylko od poufnych ludzi dowiedzieli, że on sprawie ich, mającej na celu zjednanie pokoju, bardzo sprzyjał, ale że on też w rzeczy samej ujął się za nimi, i do dalszych usług ofiarował gotowość swoją.
25 listopada wieczorem posłowie odebrali odpowiedź od marszałka w. kor., że na przedmieściu, gdzie tez zwykli mieszkać inni posłowie, jako tez senatorowie i ludzie znamienici, każe dla nich przygotować gospodę, która zaś od rynku o dobrą ćwierć mili jest odległa,
26 listopada odprawili posłowie wjazd swój do Warszawy, chociaż ani król ani siany nikogo nie wysłali na spotkanie i przyjęcie ich. Za gospodę — dworek to był własnością dwóch mieszczan — zapłacili 200 złotych. Natychmiast dali