Strona 39
dobrotliwą, wolą ku wiernym sąsiadom i sprzymierzeńcom, a niech zacniejszy pozostawi pomnik nad ten, który na nagrobku Scypionów wyryty był, (zamieniając słowo roskosz na wolą) — najwyższem nad wszystkie zwycięstwem: pokonana wola. " —
Radby był Dornawius niektóre punkta i zasady w dobitniejszych przedstawił słowach i wielką niesłuszność częstych najazdów kozackich (1) obszerniej i ostrzej wypowiedział, ale rozsądni i dobrze myślący przyjaciele usilnie radzili posłom szląskim, żeby w tak przykrej sprawie bardziej dopilnowy-
------------------
(1) O najazdach Szląska przez Kozaków w r. 1620 pisze M. Pol w Jahrbücher der Stadt Breslau, V, str. 186, 204: 1 lutego z 8000 kozaków wtargnęło pod Tarnowskie Góry (Tarnowitz), paląc, zabijając, grabiąc. Ztąd puścili się do Moraw. — 19 kwietnia w samą niedzielę wielkanocną Kozacy i Polacy z czerwoną powiewającą chrągwią, z Nowejwsi, w Sycowskiem położonej, wkroczyli w Namysłowskie: w Smogorzowie, Igłowicach, Skorzyszowie złupili dworki szlacheckie i proboszczowskie; a co rusznic i inszej broni zabrać ze sobą nie mogli, to potrzaskali i poniszyczyli. W Rychnowie wpadli do kościoła podczas nabożeństwa: osobom szlacheckiego rodu, płci obojej pozabierali perły, piękne klejnoty złote i srebrne, pierścionki, i branozeletki; dających odpór, pozabijali lub poranili, splądrowali dworki szlacheckie. W Gręboszowie wszystkie skrzynie i schowania pootwierali, zabierając płótno, pieniądze, klejnoty i t. d. W Jastrzębiu (Nassadel) zrabowali p. Jana Stanga, a gdy on i drudzy bronić się chcieli, rąbali ich i strzelali do nich. W Biesztrzykowicach gwałtów się dopuścili. W Miedarach (Hönnigern), gdy trzech z tamecznych mieszkańców schorniwszy się do gołębnika, mężnie się broniąc, trupem położyło 6 najezdników, ci podpaliwszy obory, gdzie spłonęło 38 wołów i 25 fur siana, zabrali konie. Ztąd ciągnęli do Swierczowa i Kurowa w Brzeskiem. 50 obywateli namysłowskich i żołnierzy załogą stojących w Namysłowie puścili się w pogoń za owymi lekko uzbrojonymi rabusiami, których było z 700: zabili z 10, zabrali niemało koni, sukien i strzał, oraz chłopca, kilku z koni pozrzucali, którzy wpław puścili się przez Odrę. Na beczkę złota oszacowano szkodę zrządzoną przez owych najezdników.
20 kwietnia wieczorem o 5 godz., nadciągnęło sześć hufów mających chorągwie z herbem austryackim do Turowka pod Czarnowąsami, chcąc w lesie żwanowickim przejść przez most. Nie znalazłszy mostu, za radą przewodników pod Opolem na tratwach przeprawili się przez Odrę. Z pod Opola szli puszczą pruskowską na Zgorzelice, Kujawy, Slakowice, Pawłowice i brzegiem Osobłogi na Fulstyn, Grasz, Köben i Żubrzyce (Sauerwitz). Po drodze w Półwsi splądrowali dworek pana Proskowskiego, jemu i poddanym jego zabrali nad 100 koni. W Pawłowicach zrabowali dworek pana Jana Kotulińskiego, w Fulstynie, Graszu i Koben poszkodowali wielu ludzi, kilku ubili; w Żubrzycach, gdy w południe popasali, rotmistrz Dieck w 30 koni i kilku muszkietjerów napadłszy na nich, trupem położył nad 50, zabrał kilku do niewoli, i resztę przymusił do ucieczki.
21 kwietnia, w Lamdorfie włościan poobdzierali, bydło w las wegnali lub pokaleczyli: kilka okolicznych wsi popalili.
22 kwietnia, wieczorem podpułkownik Fryderyk z Herrenberga, 3 mile za Karniowem w Pantschu z pomocą włościan i kilku rajtarów nowozaciężnych napadłszy na
kozaków, wyrżnął ich w pień, tylko kilku zabrał w niewolą.
wali krótkości i skromnej łagodności, mianowicie dla tego, iż w publicznych jako też prywatnych pismach rzecz tę już dostatecznie roztrzęśniono. Bo jeśliby niechcieli słuchać tak szczerej rady, mogłaby ich, choćby też żadne niebezpieczeństwo, ale obelga jaku spotkać wśród samej mowy, gdyż przecię nie wszyscy tam zgromadzeni równie myśleli, a może też niektórzy byli na nich nastrojeni.
Chcieli posłowie szląscy wprawdzie zażądać wynagrodzenia szkód poczynionych przez kozaków, aby stany tem prędzej przywieśdź do zapomnienia o najeździe ze Szląska uczynionym; mężowie atoli, dobrze znający humory, umysły i zdania senatorów i posłów ziemskich, radzili im nie wspominaćo tem, bo nietylko nie otrzymają wynagrodzenia, ale i przez to sprawę swoją bardziej Polakom ohydzą, a bez pożytku żadnego narażą się na dłuższą; zwłokę. Przeto i ponieważ też instrukcya ich nic nie zawierała o wynagrodzeniu szkód, mowę swoją ułożyli jak najłagodniej i wymówili, nic nie opuszczając, wszystko, coby było ważnem i głównemu celowi ich poselstwa odpowiedniem.
Po skończonej mówie oddali posłowie szląscy następujące pismo (łacińskie) zawierające zażalenia niektórych panów stanów
i osób ze Szląska przeciwko kilku prywatnym osobom w Polsce:
Wielka to prawda, a nikt mądry li czy dobry nie zaprzeczy, że za zniesieniem sprawiedliwości królestwa nic innego nie są jeno wielkie jaskinie łotrów. Zacnie więc i mądrze czynili przodkowie nasi, iż po ogłoszeniu traktatów między sobą zawartych i obopólnego przymierza, na mocy prawa postanowili, żeby pomiędzy temi dwoma braterskiemi królestwami, polskiem i czeskiem, przyjaźń, pokój i dobre sąsiedztwo wiecznemi czasy zachowywano. My zaś chcąc ich przestrzegać, dzierzeć je święcie i niewzruszenie, tak czynić pogotowiu będziem, aby cnoty pradziadów naszych i dobro rzptej w całości przekazać potomnym wiekom. Zaczem też powinnością jest. naszą starać się o to, by nikomu z naszych ni na ciele ni dobrej sławie ani mieniu nic zrządzano krzywdy, by sądów, praw, zwierzchności nic lekceważono, by nikomu wolno nie było, po zaniesieniu skargi, potępiać przeciwnika, ani w sprawie własnej samemu sobie wymierzać sprawiedliwości. Ponie-