Strona 52
siostwu, ale też okradziony aby otrzymał wynagrodzenie i zbrodniarze aby odebrali zasłużona karę.
Arcybiskup wyraziwszy żal swój oświadczył, iż gotów sprawę tę, gdy właśnie chce jechać do króla i na posiedzeniu, pilnie i w miejscu właściwem przełożyć, i dopilnować żeby im wymierzono sprawiedliwość. To zaś, dodał, tem snadniej nietylko w tym oto razie, ale i w innych przypadkach stanic się, ponieważ już w skutek waszych zażaleń statut koronny ma być ustanowionym, mocą którego Szlązacy, chcący się skarżyć przeciwko mieszkańcom Polski, winni będą skargi swoje zanosić do sądów ziemskich albo grodzkich, albo do trybunałów w Piotrkowie i Lublinie lub tez do sądu zadwornego, a oczekiwać na wyrok sądowy. Jeżeli zaś Polak będzie miał zażalenie na Szlązaka, winien będzie dochodzić prawa swego u najwyższego hetmana, albo u książąt i stanów, lub u właściwej zwierzchności miejscowej w Szląsku; przezco mu być zabroniono dopuszczać się gwałtów, ni samowolnie poszukiwać odwetu ni zemsty. Jakoż dowiedzieli się posłowie szląscy, iż król rozkazał marszałkowi w. kor., aby instygator kor. pozwał do sądu owych trzech wymienionych zbrodniarzy, i ex officio nobili imieniem królewskiem skargę przeciwko nim wystosował.
Tegoż poranku, młody królewicz przysłał do panów Szlązaków dworzanina swego, młodego Denhoffa, ewanielika, donosząc im, iż opat paradyski użalił się u niego o to, że u książąt i stanów szląskich nie ma łaski, i że nań rozmaite nakładają uciążliwości; prosi tedy panów posłów, ponieważ opat jestto mąż zasłużony, uczony i dobry, aby go polecili łasce książąt i stanów. Odpowiedzieli posłowie, że nie wiedzą o uciążliwościach opata; zapewne nie przełożono ich książętom i stanom, do których to właśnie należy, boby takowe z pewnością już uchylono. Upraszają tedy j. królewiczowskiej mci, aby im przesłać raczył pismo i uciążliwości opata, by się tem lepiej mogli przyczynić za nim. Nakoniec, przypomnieli sobie, że opat nie zachowywał się wedle statutów prowincyonalnych, względem swoich dóbr szląskich, niechcąc zarówno z innymi duchownymi stanami ponosić ciężarów publicznych. Zresztą wiadomo im, że to mąż stateczny, uczo-
ny, polityczny, surowy, w językach i umiejętnościach bardzo biegły. Obiecali więc, że go polecą p. p. książętom i stanom, nic wątpiąc że prośba ich za nim nic bedzie bezskuteczną.
10. grudnia, znów usilnie starali się posłowie szląscy o wygotowanie przyobiecanej sobie odpowiedzi piśmiennej; ale upraszano ich aby mieli cierpliwość do następnego dniu. Tymczasem p. Wolski z powodu najścia domu Koszembarowego wniósł konstytucya na sejmie w obec zgromadzonej wszystkiej rzeczypospolitej, jak ze złoczyńcami najeżdżającymi Szląsk, wedle powyższego zdania arcybiskupa, ma być postępowano. Wszyscy pochwalili wniosek, i sam król poczytał go za dobry, lecz nowoobrany kanclerz koronny (1) przeciwił się całemu zgromadzeniu, następne przywodząc powody: nie potrzeba wcale nowego statutu, bo stare traktaty dostatecznie nakazują, aby takie uczynki były sądzone przez kommisarzy. Byłoby to także przeciwko kompaktatom i majestatowi korony polskiej, by uchwała sejmowa stanęła gwoli Szlązakom, jeśliby książęta i stanowie szląscy nie uczynili podobnej konstytucyi korzystnej dla Polaków. Poczem król kazał wotum swoje przez sekretarza w. kor. oznajmić, tej treści: j. kr. mć przystaje na zdanie pana kanclerza.
Statut więc nie przyszedł do skutku, ponieważ jeden szlachcic uchwałę całego koła sejmowego swojem niepozwalam może zniweczyć.
11. grudnia. Dornawius pojechał do p. marszałka w. kor. Wolskiego, z którym długą miał rozmowę. "Uważamy", przemówił Dornawius do marszałka, żeś w. w. wielkie poczynił nam dobrodziejstwa tak za agitującego się sejmu teraźniejszego, jak długo obecnymi tu być nam się zdarzyło, jako też szczególniej w tym ostatnim dniu względem krzywd panu Koszembarowi od obu Jarzynów zrządzonych. Szczerość i łaskawość, doniesioną do nas przez pewne glosy, pochwalać tylko możemy i słusznie wysławiać, o czem nietylko wszędzie, ale mianowicie przed jo. książętami i stanami z chlubą wspo-
------------------
(1) W końcu sejmu, wakującą po poległym pod Cecorą Żółkiewskim pieczęć większą otrzymał podkanclerzy Jędrzej Lipski, mniejszą zaś Wacław Leszczyński.